Miała być ustawa o zawodzie i jest. Ale przy okazji tworzy się ustawka.
Temat którego nie lubię, ale jestem z nim związany. Ustawa o niektórych zawodach medycznych i sytuacja min. zawodowa dyplomowanych techników masażystów. A pytania tych młodszych, najczęściej tuż po dyplomie, mniej świadomych, etc.
Z jednej strony obserwowałem przez wiele lat, udowadnianie co jest stricte medyczne i jaka jest potrzeba dokształcania w wielu zawodach. Co jest dla mnie oczywiste i co też czynię od ponad 35 lat, w kraju i zagranicą. Nie tylko jako praktyk, ale także gościnnie wykładowca, autor książek, etc. Do tego po drodze dodatkowe dwa kierunki studiów związanych ze zdrowiem.
Z drugiej strony jest wysyp szkoleń, ponoć nieco „samozwańczo” punktowanych i tu szok! Przez lata umniejszanie, czasem wręcz wyśmiewanie roli profesjonalnie wykonywanych masaży relaksacyjnych, rozumianych jako antystresowych oraz w celach profilaktycznych, także tych w celach estetycznych. A wcześniej na każdym kroku podkreślanie że najważniejsze, najbardziej profesjonalne są te właśnie masaże stricte lecznicze, a nie pozostałe! Serio? No tak mogą twierdzić tylko teoretycy, praktycy nie.
To może pytanie, co się stało że nagle w ramach dokształcania w tym punktowanego, w grupie zawodowej która tak podkreśla rolę masażu stricte leczniczego, w ramach ustawy, pojawiają się jak grzyby po deszczu oferty związane z relaksacją, odnową, etc?
Czy decydenci nagle zmienili zdanie? Czy też zabrakło pomysłów, tematów szkoleń? Jeśli wybieram szkolenia, to interesuje mnie przede wszystkim dorobek szkoleniowca w praktyce, chcę przeczytać jakieś transparentne jego publikacje, może książki. (…)
Notka już nieco historyczna: Moja pierwotna praktyka była kliniczną, stricte leczniczą, w Klinice Rehabilitacji i Ortopedii, potem przychodnie, zabiegi domowe, praktyka w firmach. Ale z czasem pojawiły się inne doświadczenia, wynikające z pracy z osobami w chronicznym, silnym stresie i z problemami zdrowotno-estetycznymi, często po wypadkach, urazach, oparzeniach, często z uszczerbkiem także na „wyglądzie”.
I kiedy ponad 20 lat temu była reforma, zaproponowano w ramach dokształcania się min. tematykę profilaktyki i profesjonalnej relaksacji. W rekomendacjach znalazły się min. książki mojego autorstwa. Nieoficjalnie odrzucono je, ale nadal korzystano na niektórych zajęciach. Dlaczego? Ponieważ gdyby był to program oficjalny, setki nauczycieli musiałyby skorzystać ze szkoleń u autora, proste.
Cieszę się że tak się nie stało, szczerze. Ponieważ to co staje się powszechne, wszędzie dostępne, bardzo szybko zaniża loty, jest bez większej wartości. (…)
Poza tym od wielu lat zajmuję się zupełnie nowymi wyzwaniami. I tylko moja prośba, do decydentów, nie decydujcie o wyższości tzw. masaży stricte leczniczych, nad profesjonalną relaksacją połączoną z profilaktyką, ponieważ jako teoretycy programów i ustaw, nie macie bladego pojęcia o tej profesji od strony praktycznej. (…)
I jeszcze jedno, przyjrzyjcie się jaki jest skutek „uboczny”: totalny wysyp kursów, kursików i do tego dotowanych, na które przyjmuje się niemal wszystkich „jak leci” bez jakiegokolwiek wcześniejszego przygotowania. Bo ich logika jest taka, jeśli masaże stricte lecznicze tylko dla dypl. techników masażystów i fizjoterapeutów, to kursy pod innymi nazwami, to już „wolnopolanka” i takiego chaosu jak dziś nie było od lat.
I co ciekawe te szkolenia ochoczo prowadzą także technicy masażyści jak i fizjoterapeuci. Osoby które tak gorąco dyskutują, kto może wykonywać masaże. Jak się okazuje w tym kraju prawie każdy. Jednak czasem hipokryzja nie ma granic.
Przy okazji paradoks jest taki, iż np. udział w jakimś ciekawym szkoleniu u znanego praktyka lub korzystanie ze znanej metody, zagranicą, nie jest zaliczane jako punktowane. Ale skorzystanie z danej metody, choć „10 woda po kisielu” u szkoleniowca ale w kraju, obiecującego szkolenia i certyfikaty na tzw. drukach men, to już tak. (…)
To tyle odnośnie pytań tych młodszych stażem. Jak wybierać dodatkowe kursy? Najpierw sprawdźcie na co się piszecie, poproście o jakiś konkretny artykuł, może książkę autora. A jeśli to znane tzw. autorskie metody, to zapytajcie czy szkoleniowiec ma certyfikat instruktorski. Jeśli deklaruje że metoda autorska, poproście o protokół postępowania. Na pewno nie kierowałbym się tylko zasięgami w mediach społecznościowymi. (…)
Reasumując: Kiedy doświadczałem jak ważna jest profesjonalna relaksacja, rozumiana przede wszystkim jako uwalnianie napić i rewelacyjna profilaktyka, jakieś 30 lat temu od pierwszych artykułów, środowisko w pewnej części wyśmiewało ich znaczenie. Kiedy opublikowałem książkę: „Integracyjny Masaż Bodywork w odnowie biologicznej i psychosomatycznej” śmiechy ucichły, bo przyszła fala zainteresowania szkoleniami. Podobnie było z aspektami zdrowotno-estetycznymi po opublikowaniu następnych artykułów i prowadzeniu szkoleń. Tak wiem, trudno dzisiaj uwierzyć że były takie reakcje.
Niesamowitym doświadczeniem było także dzielenie się doświadczeniem i współpraca z osobami z dysfunkcjami wzroku i niewidomymi.
I jeszcze jedna odpowiedź, dlaczego wycofałem się z prowadzenia szkoleń mimo sporego dorobku, w praktyce, szkoleniowego i literackiego z perspektywy technika masażysta? Nie wycofałem się z prowadzenia, ale z organizacji. (…)
Poza tym prowadzę obecnie często warsztaty, bez obiecywania kolorowych certyfikatów. Osoby z którymi pracuję mają zupełnie inne potrzeby i cele. A ja mam zupełnie nowe wyzwania. Prowadzę od kilku lat warsztaty, pod wspólnych hasłem: Dotyk, nie tylko w terapii, ale w relacjach interpersonalnych, obecnie coraz częściej.
Ufam, że wystarczająco odpowiedziałem, dziękuję za zaufanie.
Życzę powodzenia, z pozdrowieniami.

