Masaże polinezyjskie, a dusza autochtona

Masaże polinezyjskie, a dusza autochtona

Sobota, Maj 30, 2026

Z cyklu w rozmowach: Jedność w różnorodności

Tak się składa, że po wielu latach, wykonałem na specjalne życzenie dwie sesje, dzisiaj kolejną, masaży w tradycji, w szerokim rozumieniu polinezyjskiej. Dlaczego? Niedawno zapytał mnie znajomy, bo zauważył jeden z certyfikatów i poszło. On zwrócił na to uwagę swojej żonie, ona przekazała innym. Kolejna stała klientka także zauważyła, etc. (…)

- Dlaczego nie masz w ofercie masaży polinezyjskich, te hawajskie są bardzo popularne, ale ty masz także certyfikat z jakiejś chyba maoryskiej tradycji?

- Fakt, nie mam ich oficjalnie w ofercie, ale czasem wykonuję na specjalne życzenie, dla moich klientów, ale bardziej hobbystycznie. Mam sporo pracy, zainteresowanych moimi koncepcjami i tego głównie oni oczekują, mają konkretne potrzeby i cele. (…)

- Ale dlaczego tylko tak? A jak to się zaczęło? Tzn. zainteresowanie nimi?

- Kiedy byłem w tzw. Ameryce, kontynuowałem naukę w szkole, jak wiesz na zasadzie wymiany doświadczeń, starałem się poznać różne metody, tradycje, z zainteresowań także etnograficznych, socjologicznych, w duchu „jedności w różnorodności”.  

Wtedy nie było takich możliwości w Polsce. U nas królował masaż stricte leczniczy, w oparciu o tzw. europejski kanon: klasyk, segmentarny, lącznotkankowy, drenaż limfatyczny, etc. Wiem że może ktoś tego nie zrozumie, ale z perspektywy czasu, tego rodzaju masaże były najbardziej cenione, a tzw. relaksacja, czy uwalnianie napięć, uważane były za fanaberie. A łączenie terapii z relaksacją, tym bardziej, ale do rzeczy:

Kiedyś poszedłem na spotkanie na jeden z pokazów. To był masaż generalnie mówiąc w tradycji hawajskiej. Wtedy, tzn. w 1993 roku, po prostu tak go nazywano. Nie Lomi Lomi czy Nui, czy jak dzisiaj różne odmiany, ale w bardziej pierwotnej, tradycyjnej postaci.

Co ciekawe pokaz prowadziła lekarka, było to bardzo profesjonalne podejście, bez opowieści o tradycjach, mitach, po prostu konkretny pokaz, a potem omówienie i odpowiedzi na pytania. Bardzo transparentny przekaz, etc. (…)

Mnie to bardzo pozytywnie zaskoczyło. Ponieważ już wtedy dzieliłem się nie tylko masażem, co swoimi doświadczeniami raczej w nurcie body work. A tam, w masaż były wplecione elementy biernych ruchów, wszystko zsynchronizowane z oddechem, etc.

Zobaczyłem, że są inne tradycje w masażu, że masaż, może być taki właśnie tak elastyczny, z elementami ruchu, a do tego w tańcu w specyficznym rytmie, etc. (…)

Nie że coś tam skopiowałem, ale zrozumiałem, że można wyjść poza sztywny schemat masaży, że gdzieś tam, także tak praktykują. Piękna lekcja, „jedności w różnorodności”, ale z poszanowaniem lokalnych tradycji, doświadczeń, etc. (…)

- Rozumiem, a co z tą tradycją maoryską, nowozelandzką, byłeś też tam?

- Nie, ale w połowie lat 90tych, w Polsce były szkolenia z masażu w nurcie maoryskim. W miarę bezpośredni przekaz, ktoś w Danii, kolejny instruktorzy z certyfikatem w Polsce. Więc pojechałem na kurs, trwał kilka weekendów i do tego licencja. Nie jak teraz.

- Wspomniałeś że jako autochton, masz pewien dystans, jak to rozumiesz?

- Ups! Jestem Ślązakiem, to nie dotyczy masażu, ale od dzieciństwa pamiętam, jak przyjeżdżali do nas ludzie z różnych krańców kraju. Mieli pierwszeństwo w różnych kwestiach, obszarach, zakwaterowaniem, w pracy, etc. A tzw. folklor, tradycje, zaczęto spłaszczać, z jednej strony wyśmiewać, ale i czerpać z nich korzyści. To nie była „jedność w różnorodności” ale raczej popularyzowanie co im wygodnie. (…)

Myślę że obecnie jest podobnie z masażem, powierzchowny import rożnych tradycji, na zasadzie weekendowych kursów i już. Podkreślam nie oceniam, ale obserwuję.

Rzecz w tym, iż są to czasem tradycje w masażu, kompletnie wyrwane z kontekstu. Co my mamy wspólnego np. z morską, oceaniczną tradycją? Dlaczego dwuletnie szkoły z masażu są mniej istotne niż weekendowy kurs z jakiś orientalnych metod? (…)

Rzecz dotyczy przede wszystkim szacunku dla „jedności w różnorodności”. Czasem ludzie w Spa, wykonują po kilka masaży „orientalnych” dziennie. Wiem, rozmawiam z nimi. Mnie to nie dotyczy, dlatego czasem masaż w tych tradycjach, np. polinezyjskich, jest dla mnie, dla moich podopiecznych, tylko na wyraźne życzenie, dlaczego?

Jestem przekonany, że dla nich i dla mnie, z szacunku dla innych tradycji.

Mogę się mylić, ale warto wpierw poznać dogłębnie własne, regionalne tradycje, a potem zabierać się za inne. Czego każdemu życzę, po obu stronach. (…) 

 

Szukaj