Przyszłość, czas? Skaner synch tt, nie jest w stanie dokładnie określić
Arandu, był już zmęczony drogą w kierunku gór. Pojazd zostawili nieopodal popękanych skał wybrzeża. Tak silne pofałdowanie terenu nie pozwalało teraz, na spokojne poszukiwania ze sterowanego automatycznie pojazdu. Byli około 150 kilometrów od macierzystej jednostki. Arandu przybył w składzie archeologiczno-medycznej jednostki, z dwoma uczniami i starszym stopniem. Zapakowali skanery tt, także najpotrzebniejsze sprzęty. Chodź mogli spokojnie dolecieć, czas na pieszą wędrówkę był stosowny do celów wyprawy, ale także dla lepszej kondycji oraz klimatyzacji, po dosyć długim locie.
Nie było łatwo przestawić się na inny tok postrzegania. Nawet nie wchodziło w rachubę myślenie, precyzyjne, pragmatyczne zadawanie pytań. Zasadą nadrzędną wyprawy była intuicja. Nad nią, nie panował skaner synch t.t. wypracowany przez przeszłe pokolenia. Ale uczono adeptów sposobu wtapiania się na podobnej zasadzie jak starożytne umiejętności: empatii, intuicje i działań spontanicznych, które królowały w starej tradycji, do końca czasu przemian, sięgającego początku trzeciego tysiąclecia, według starego kalendarza. (…)
Empatia pozwalała na odrzucenie automatycznego skanowania informacji w oparciu o tzw. racjonalne myślenie, wspomagane programem synch t.t. A to zniekształcało wszelkie zrozumienie informacji pochodzących z przeszłości, ponieważ było automatycznie nacechowane doświadczeniem wieków późniejszych. Nauczano ich w sumie starej metody rozumienia czasu i miejsc, w których odbywały się ówczesne: wydarzenia, wierzenia, tradycje, rzeczywistość, bez korygowania myśli przez obecną rzeczywistość, technologie, AI. (…)
Szli powoli, Arandu trzymał rytm, starając się jedynie przypomnieć co najistotniejsze informacje. Co jakiś czas pojawiał się impuls, lekki ból głowy. Pojawiał się wtedy, kiedy zbyt długo zastanawiał się nad poszczególną informacją. Uczeni od dziecka nauki wspomagania myśli przez skaner synch t.t. oceniali swoje możliwości w indywidualny sposób, im jedynie wiadomy. Program pozwalał dostarczać jedynie czystych empirycznych wrażeń.
Wiedzieli tylko tyle, iż podążają do starej wyrwy skalnej określanej jako jaskinia lub pieczara. Nie byli pewni znaczenia tego terminu, zmieniał się bowiem od czasu przesunięć terenu. Możliwość znalezienia tam starego artefaktu, zagłuszała czystość wrażeń z obecnej rzeczywistości. Intuicja i empatia uchodziły już za przeżytek u ortodoksyjnych Nori-tsu. Ponieważ sam fakt, iż swojego czasu były uważane jako mniej naukowe, cechowały stary, odmienny system. Wiedział iż nie chodzi o to że empatia i intuicją są nieczyste, ale „nieczystość tkwi” w sposobie odnoszenia się do nich. Bo to właśnie intuicja i empatia pozwoliła ongiś, na wprowadzenia tak wielu zmian. (…)
- Co mogło oznaczać, iż ktoś zamieszkiwał pieczarę, w czasach rozwiniętych początkowo miast? Czy z własnej chęci? Pomyślał.
- Chyba jesteśmy na miejscu. Odezwał się nagle idący z przodu przewodnik.
Zawołał z niezwykłym naciskiem jednocześnie ukierunkowując towarzyszy:
- Ktoś próbował się schronić lub schować coś cennego. Oznajmił Arandu.
- Arandu myśl jak oni, nie jak my! Podniósł głos przewodnik.
- Coś miało dla niego wyjątkowe znaczenie. Oznajmił krótko Anderu.
Tak, to jest możliwe, miała znaczenie dla niego. Uznał to za wartościowe, ale szukał spokoju, nie tylko schronienia. Miał wiele informacji, ale wiedział iż wiedza to proces, ciągłe dodawanie nowych doświadczeń. Nie miał przed czym uciekać, bo informacja sama w sobie była niczym bez doświadczenia.
Cisza wokół, przerywana jedynie spokojnym oddechem. Zmierzali spokojnie w kierunku skalnej pieczary. Przewodnik pomyślał co wiedzieli na temat tego miejsca. Wiedział o przewodniku duchowym, może leczącym, tzw. Dotykaczu, który schronił się tu przed wieloma wiekami. Obserwował jak ulżyć innym w cierpieniu na poziomie zwykłego mieszkańca. Metody były proste, nie zawsze najskuteczniejsze, ale dostępne. Nie mógł pozwolić sobie na skanowaną ocenę, starał się polegać na pierwszych impulsach. Podobnie jak podczas pierwszej wyprawy kiedy znaleźli zachowaną tabliczkę pod bryłą scementowanej materii.
Co znaczyło Dotykacze? Prawdopodobnie jakąś prostą formę komunikacji sensorycznej, ale także narzędzie, metodę uzdrawiania. W owej rzeczywistości, wszystko co podnosiło kondycję psychofizyczną uważane było za formy terapii.
Wiele czasu upłynęło, zanim nauczyli się odróżniać zdobyte, odnalezione artefakty bez oceny skanera. Niepokoiła go dokładność obliczeń, bezdyskusyjna pewność, iż widzą co odnaleźli. Ale co oznaczają blizny po otarciach, leczenie ran zadanych w boju? Zawody, czy to było to samo co późniejsze turnieje? Starł się przepuścić myśli te mniej istotne. Teraz wysunęła się przed nim kobieta, spokojna jak zwykle. Jedna z najzdolniejszych adeptek. Wiedział też, iż pojęcie najzdolniejsza nie pasuje do obecnego programu. Było w niej coś tajemniczego.
Sam jeden starał się zatrzymać dla siebie informacje o tym, iż jest jedną z nielicznych która posiadła starożytna wiedzę i praktykę dotykania. Jedno co go niepokoiło to fakt, iż kilkakrotnie jej myśli i wrażenia były odmienne od systemu skanowania podczas uzdrawiania w akademii. Jak to możliwe, bez skanowania, z taką dokładnością, tylko dotykając? Zastanowił się czy mówiąc o tym wtedy radzie akademii, naraził by się na śmieszność, czy uznanie?
Gdyby się przyznał, iż leczyła kobietę z którą był, podczas jej silnego napadu napięcia, gdy inne sposoby już nie działały. Ona wtedy zapytała:
- Pozwól mi inaczej. I zdecydowanie wyprosiła go z pokoju w klinice.
Wtedy w pomieszczeniu została tylko ona i jego kobieta, odruchowo dotknął swój nadgarstek, poczuł tętno i w tym momencie lekki ból. Zdał sobie sprawy, że to nie reakcja skanera, ale iż sam może podąża za pierwotnymi wrażeniami, ale przecież zawsze poddaje się jedynie trzeźwej ocenie skanowania. Wyszły po jakimś czasie, jakby odmienione na twarzach, zwłaszcza „jego” kobieta. (…)
Zapalając światło powoli weszli do pieczary. Nigdy nie widział takich skał, tak przejmujących rysów. Na ziemi, opodal ściany zaledwie rysowały się kształty naczynia, jakby skrzyni ale o nieregularnych kształtach. Usiedli spokojnie, poczekali na wszystkich. Poszedł za pierwszym wrażeniem. Co on wtedy czuł?
- Nikt mnie nie goni, nie muszę niczego ukrywać, nie, ale chce się schronić, pomyślał. Takie doznanie odczuł Arandu. Przykląkł i podniósł artefakt.
Kiedy zobaczył pierwszą zabezpieczoną tabliczkę, pojawiła się na krótko myśl. Wiem już co odczuwał, chciał to jedynie przechować! Ale czy także uciekał!
Dotknął lekko pierwszej tabliczki, nie chciał aby rozsypała się w palcach. Ale włączył skaner, ponieważ napisy, nie przypominały jakiegokolwiek języka który znał z nauki w akademii. Po dłuższej chwili na ekranie, pojawiły się pierwsze zdania i następne, zaczął czytać, bojąc się że tablica się rozsypie:
„Krótkie historie z praktyki masażystów, (…) Skaner informował, że to w jakimś starożytnym języku, po polsku. Nic mu nie mówił ten język, nie wiedział też co znacz pojęcie „masażyści” gdzie była dokładnie ta tzw. Polska? Jak długo przed czasem powstania federacje. Ale czytał dalej:
Historie jakich wiele w praktyce osób zajmujących się masażami. Pierwotnie spisane zostały w formie artykułów. Zostały przedstawione skrótowo, zmienione imiona, nie podano nazw miast, bo dla zrozumienia tych historii były po prostu nieistotne. Później zapisane hobbystyczni na tabliczkach, paradoksalnie, przed tym jak impuls zniszczył komputery, tablety, smartfony, etc.
Fragment nieczytelny, ale dalej:
Pozostawione tutaj, podczas mojego pobytu. Moje imię też nie jest istotne, jestem, byłem jednym z dotykających, u schyłku starości, podczas wyjazdu zostawiam te tablice, ufając że się zachowają dla potomnych, ze świata który odchodzi. Wolę termin: Dotykający, niż masażysta, ponieważ znaczenie tej profesji zapominano, kiedy bezpośredni dotyk w leczeniu a także w relacjach interpersonalnych, zostawał zdeprecjonowany, a ludzie tracili możliwość dotykowego kontaktu, ponieważ coraz bardziej wchodzili w świat wirtualny, nauka także coraz częściej odbywała się zdalnie. A z czasem świat wirtualny, zaczął zastępować realny, ten sensoryczny świat. Jestem u swojego schyłku życia. Była to piękna przygoda z moją profesją, ale czas odejść. (…)
Zastanowił się, jaki impuls? Co to są komputery, smartfony? Wirtualny świat? Dlaczego ktoś zapisał te informacje w tak archaiczny sposób? Czytał dalej:
Planowany początek cyklu o pracy profesjonalnych masażystów w nieco literackiej postaci ukazujący ich różnorodność pracy, zainteresował wielu czytelników, lecz zwracali uwagę bardziej na fabułę niż na detale pracy.
Dlatego też powstają opowiadania, może kiedyś książka: Dotykający”, ukazująca historyczną i futurystyczną wizję jednej z najstarszych profesji.
Masaż jest jedną z najstarszych, zupełnie naturalnych metod leczenia, profilaktyki, pielęgnacji ciała, fizycznego jak i duchowego uzdrawiania.
Jest współcześnie jedną z najczęściej badanych metod fizykalnych, ale z drugiej strony formą komunikacji. Jej podstawą jest ludzki dotyk i fundament masażu.
Praktyka osób zajmujących się masażem związana była niewątpliwie z drogą, praktyką gabinetową i domową. Począwszy od posługi świątynnej, obrzędowo-leczniczych praktyk, po wyspecjalizowaną terapię w szpitalach, klinikach, przychodniach. Zajmowali się także praktyką pielęgnacyjną, bardzo prostymi, ale skutecznymi metodami. Manualny wymiar praktyki dawał im jednak niecodzienny wgląd w reakcje ludzkiego ciała ale i strony psychicznej.
Wiemy z szczątkowej historii, iż sporo masażystów już w świecie antycznym wykonywało swoją posługę także jako podróżni masażyści. Dziś poniekąd wracamy do tych tradycji, jest XXI wiek. Wiemy iż masaż jest jedną z najstarszych, zupełnie naturalnych metod leczenia, profilaktyki, pielęgnacji ciała, fizycznie, pośrednio psychicznie, choć wielu twierdzi, że także że na poziomie duchowym. Choć tego nie da się udowodnić. Obserwuję, nie oceniam.
Jest współcześnie jedną z najczęściej badanych metod fizykalnych, ale z drugiej strony formą komunikacji. Jej podstawą jest ludzki dotyk, fundament masażu.
Niestety od kilku lat obserwuje się coraz większe problemy z komunikacją międzyludzką, coraz bardziej zatraca się kontakt dotykowy i wzrokowy. Zabiegi stricto lecznicze są coraz bardziej obwarowane dokumentację, wieloma przepisami, coraz rzadziej stosować można termin terapia, leczenie.
Z drugiej strony coraz powszechniejsze są szybkie kursy, nawet online, co totalnie spowodowało spadek jakości tych zabiegów. Dalej ….. nie bardzo czytelne, ustawa … szkoły zbyt powszechne …. Powoli wykluczanie prawdziwych dotykających? …. Dalej nieczytelne, …. Komisje …. Wpierw skanowanie w celu diagnostyki … implantacja ….. utrata prywatności, etc?
Arandu coraz mniej rozumiał z tych treści, ale raczej z konkretnych pojęć. Z jednej strony powszechnie stosowane metody dla lepszego zachowania zdrowia, oparte jakby na formie dotykania? Co oznacza dokładnie masaż?
A z drugiej strony stawała się tak powszechna, chyba także łatwe szkolenia, ale o oznaczało te szkoły czy kliniki online? Nie bardzo rozumiał. Dlaczego z uwagi na powszechność i dostępność, stała się metodą trudna do zweryfikowania? Powoli została zastępowana skanowaniem, później wręcz wykluczona? Ale metoda, czy ta pierwotna forma komunikacji?
Odłożył te dziwne tabliczki, ostrożnie do skrzyni. Może lepiej da się odczytać skany później, co do datowanie samych skrzyń wystarczył mały fragment.
Zabezpieczył co się dało, nie miało sensu przewozić artefaktów, wszystko był zostało przeskanowane. Teraz porównywanie z innymi fragmentami tekstów.
Wyszedł z pieczary, tak ją nazwał, kojarzyła się ze spiekotą tego lata. Wziął kilka spokojnych oddechów, kiedy napotkał skupiony wzrok asystentki.
Co ona wiedziała czego on nie? Póki co zadanie misji zakończone. (...)

