Tożsamość zawodowa, czyli dyplomowany technik masażysta

Tożsamość zawodowa, czyli dyplomowany technik masażysta

Czwartek, Marzec 26, 2026

Oficjalne przedstawienie przed kolejnym spotkaniem

Przed kolejnym spotkaniem, wykładem, organizatorka zapytała mnie jak mnie zaprezentować, przedstawić tak oficjalnie, bo niektórzy w firmie mnie pewnie znają, ale.

- Po prostu Piotr Szczotka dyplomowany masażysta i tyle.

- Ale Piotr, no wybacz, że masażysta, ale masz także inne wykształcenie, studia z promocji zdrowia, podyplomowe z psychosomatyki, autor książek, szkoleniowiec. A swoją drogą myślałam że jesteś fizjoterapeutą, wiesz sporo prezentacji na różnych kongresach. Reasumując, dlaczego akurat jako dyplomowany masażysta?

- Ponieważ taka jest główna moja tożsamość zawodowa, dyplomowany, czyli w Polsce technik masażysta. Absolutnie nie fizjoterapeuta. A mój wykład i warsztat będzie dotyczył kwestii stricte związanych z masażem także z rolą dotyku nie tylko w terapii ale i w relacjach interpersonalnych. Natomiast dodatkowe kompetencje są tłem, proste.

- A dlaczego tak zareagowałeś że absolutnie nie fizjoterapeutą?

- Czasem zerknę na jakieś form, niedawno np. na FB, czasem niektórzy podkreślają, że ktoś traktuje ich jako tzw. masażystów, im się to nie podoba. Ale ja także nie chciałbym, aby ktoś mnie traktował jako fizjoterapeutę, bo nim nie jestem. To inne, zróżnicowane profesje, zakres pracy i wykonywane zabiegi. To temat rzeka, szanuję ich zawód. (…)

Jako dyplomowany masażysta, wykonuję w szerokim spektrum masaże lub zabiegi w nurcie body work. I mój codzienny tzw. „audyt” jest natychmiastowy, czyli albo zabiegi są skuteczne, co oceniają przede wszystkim korzystający z nich, albo dziękujemy panu! Inaczej mówiąc, jako dypl. masażysta mam dwie dłonie i rozum, to wszystko. (…)

Jeszcze jedno, mamy fatalny czas różnych przepychanek zawodowych. I chciałbym aby każda grupa zawodowa zajęła się swoim podwórkiem i nie zaglądała, a tym bardziej nie decydowała co ma robić inna grupa zawodowa. Inaczej: ogarnijcie wpierw swoje, proste.

Wiesz, znam z doświadczenia przeciekawe dyskusje, wymianę doświadczeń podczas międzyśrodowiskowych konferencji, kongresów: medycznych, z lekarzami, z masażystami, fizjoterapeutami, kosmetologami czy kosmetyczkami, ponad 25 lat.

I prawie nagle, po covidzie niektórym ludziom odbiło! Tak nazywając rzecz po imieniu. Ludzie zamykają się w swych grupach, tracąc czas na różne rozgrywki, coraz bardziej podkreślając wagę ich profesji i granice uprawnień. I tu chodzi tylko lub zwłaszcza o kasę! A nie o jakieś tam deklaracje troski czy ustawiczne nauczanie. Ale zostawmy to. Mnie interesuje to, na co mam realnie wpływ, jaki jest sens i cel mojej pracy. (…)

- Piotr, masz rację obecnie jest spory szum medialny odnośnie kwalifikacji, uprawnień w różnym zakresie. Zanim ciebie przedstawię, pytania: od kiedy współpracujesz z firmami? I jeszcze jedno, wspomniałam wcześniej w firmie, że pracujesz chyba od 1990 roku. I były fajne reakcje, w stylu o super rocznik, bo to mój! 😊 Sorki, ale nie mogłam się powstrzymać. A tak z ciekawości jaka jest historia twojej profesji w Polsce? Możesz porównać z zagranicą? Bo wiem że sporo wyjeżdżałeś na różne szkolenia, czy wykłady na konferencjach. Czy to da się jakoś porównać? W znaczeniu EU, tzn. unijnym? A i wiem że miałeś fajną przygodę edukacyjną, także w USA, kiedy, jak to było?   

- Dyplomowani masażyści mają w Polsce oficjalną tradycję zawodową, od 1953 roku, kiedy powstała najstarsza w Polsce medyczna szkoła masażu w Krakowie. I bodaj od początku lat 80 tych jako MSZ Medyczne Studium Zawodowe wydział Masażu Leczniczego dla Niewidomych wówczas. Z końcowych dyplomem państwowym technika masażysty, dosłownym, zdawanym z teorii przedmiotów zawodowych i na praktykach losując pacjentów! Miałem także zaszczyt tam się uczyć, absolwent r. 1989. Od razu pierwsza praca kliniczna w szpitalu rehabilitacyjnym w Poznaniu. Był wtedy ogrom propozycji pracy, czasem nawet z mieszkaniami służbowymi, taki czas. (…)

Fakt miałem także piękną przygodę z kontynuacją edukacji min. w USA. Po prostu zadzwoniłem do jednej ze szkół, bo chciałem mieć kontakt z osobami z mojej profesji. Oni mnie zaproili na spotkanie, potem zaproponowali jakieś pokazy, ledwo znałem angielski, ale ku zaskoczeniu po kilku dniach zaproponowano mi swoista wymianę. Pokazywałem czego nauczano nas w Polsce, a w zamian zaprosili mnie do kontynuacji nauki w ich szkole. Oni wtedy byli bardziej osadzenie w masaże w profilaktyce, profesjonalnej relaksacji, pracy poprzez ciało, z nieco innym podejściem. Reasumując, miałem okazję skonfrontować moje wcześniejsze doświadczenia z zakresu masażu. Ponieważ już wtedy interesowały mnie aspekty psychosomatyczne. R.1993.

- Ciekawe, czyli nie przywiozłeś czegoś nowego, szumnego, z zagranicy, ale przede wszystkim skonfrontowałeś swoje nieco niszowe zainteresowania.

- Tak, po prostu mieliśmy i mamy nieco inne podejścia w pracy z ludźmi. (…)

Natomiast potem miałem kilka wyjazdów zagranicę, szkoleniowo, po obu stronach. Mój pierwszy kontakt z współpracy z firmą czyli zabiegi dla pracowników w miejscu pracy to gdzieś od 1996 roku. Rok później podczas pobytu w Hiszpanii, napisałem, jeszcze w notatniku zarys mojej pierwszej książki: Współczesny masaż, terapia, profilaktyka, relaksacja, z jednym z rozdziałów, z zarysem własnych doświadczeń z profesjonalną relaksacją jako elementu terapii. Także było kilka artykułów do prasy i spotkania telewizyjne. No i poszło jak fala, kolejne zaproszenia. W międzyczasie w ramach współpracy z Teatrem Nowym a także Muzycznym, praca z aktorami, tancerzami, etc. To był wspaniały czas, taki poligon doświadczeń pracy z osobami będącymi w chronicznym stresie. I kolejne współprace z firmami, zapraszanie na konferencje i prowadzenie szkoleń. Tak rozpoczął się bardzo aktywny czas, jeszcze przed przystąpienie do UE.

Co do szkół w Europie, jesteśmy pewnym wyjątkiem jeśli chodzi o dwuletnie szkoły o profilu technika masażysty, do tego z egzaminem państwowym i dyplomem. Zagranicą jest ogrom szkół masażu, ale są najczęściej takie roczne i rzadko o profilu medycznym.

U nas wtedy także bardzo dobrze działały stowarzyszenia masażystów, mam na myśli gdzieś od 1990-2010, KSMN a potem OSTML, wtedy byłem także bardzo aktywny w stowarzyszeniach, środowisku. Mieliśmy regularne spotkania w sekcjach w terenie, organizowaliśmy konferencje. Był także w Polce zjazd masażystów z różnych krajów, dla osób z dysfunkcjami wzroku, projekt się nazywał bodaj Activo 2000, ale wygasł.

Natomiast w czasie tworzenia NFZ i reform, udało się nam utrzymać status technika masażysty, traktowanego jako zawód medyczny. Sami organizowaliśmy regularne szkolenia. A po publikacji kolejnych książek, prowadziłem już swoje.

- A dlaczego już nie w ramach stowarzyszenia? Masz spory dorobek także literacki, własne koncepcje opublikowane w książkach, jak IMBW w odnowie psychosomatycznej, czy KTE twarz emocjonalna, wiem czytałam fragmenty i co?

- Czasem jestem o to pytany. Moim zdaniem osoby będące w zarządzie stowarzyszeń zawodowych nie powinny w czasie kadencji prowadzić szkoleń dla własnej grupy zawodowej. To była dla mnie i jest kwestia etyczna. Kiedy mnie wybierali, po prostu rezygnowałem tłumacząc dlaczego. Poza tym jak wspomniałem, prowadziłem już coraz więcej szkoleń, rożnych wykładów, podróże. Ale podstawą była dla mnie praktyka. (…)

Przepraszam, chyba już będziemy zaczynać, czy jeszcze nie?

- Spokojnie, jeszcze chwilka. Ale to ciekawa historia, wciągnęło mnie, ciekawie opowiadasz, czytam także twoje artykułu. I miałeś piękną przygodę w swojej profesji. Raczej trudno było się nudzić w pracy i po pracy. Widziałam też na yt, fragmenty twoich wystąpień zagranicą. Że tak to określę, chyba jesteś zawodowo spełniony.

- Tak, to wspaniała, ciekawa profesja, ale wiesz jest rok 2026, wiele spraw wygląda inaczej i są nowe wyzwania. Mnie interesuje to na co mam wpływ, bezpośrednie relacje z ludźmi. Dla mnie, ta praca daje niesamowite poczucie sensu, zawodowo i nie tylko.  www.bodyworker.pl 

  

Szukaj