
Z cyklu: „Masażysta w drodze”, w rozmowach
Dzisiaj z rana jadąc na domowe odebrałem telefon, tłumacząc że oddzwonię potem, bo jadę w teren. I to znowu to samo:
- Oj chce się tobie tak na te domowe, masz fajny gabinet. I … wtedy wyłączyłem telefon.
- Mam ponad 35 lat … cisza na sali wykładowej i po chwili dodaję: praktyki. (I na sali ludzie w śmiech). Przede wszystkim jako dyplomowany technik masażysta, dodaję. Więc pomińmy inne aspekty, kierunki mojej edukacji i aktywności, to teraz mniej istotne.
Ale także ponad 30 lat w drodze, wyjazdy połączone ze spotykaniem osób z naszej grupy zawodowej i pokrewnych to piękne doświadczenia, dwustronne, zarówno jako uczestnik szkoleń jak i prowadzący. To daje także możliwość zrozumienia danej społeczności zawodowej w różnych krajach. (…)

Tak czasem rozpoczynam spotkania będąc gościnnie w szkołach, na uczelniach czy na konferencjach ostatnio, a w trakcie lub po, są rożne pytania, niektóre elektryzujące!
- Fajnie że ma pan tak dobrze rozwiniętą praktykę, też bym już tak chciał, do tego tyle przeprowadzonych szkoleń, ciekawe artykuły i opublikowane książki. (…) (I podobne, ale czuję że nieuchronnie pojawi się jedno pytanie): - Ale że chce się panu jeszcze dojeżdżać do klientów na zabiegi domowe? Przecież to dużo więcej czasu i w ogóle. (…) Takie zdjęcie widziałam i to mnie zastanowiło. (Akurat wstawione tu, już archiwalne.)
- A jak to jest, czy się komuś nie chce, czy jeśli stricte lecznicze zabiegi lub po wypadku czy jak? Inne: A to pewnie chodzi o sytuacje jak wczesna rewitalizacja po porodzie no bo dziecko w domu i matka, wiem że się pan zajmuje masażem w okresie macierzyństwa. Albo: Fajnie że kogoś stać na zabiegi u siebie, ale chce się panu, tak poza gabinetem? (…)
Lista kolejnych pytań jest długa: dlaczego raczej kameralne szkolenia, a dlaczego nie na mistrzostwach masażu, a dlaczego tak ograniczyłeś organizowanie szkoleń, przy dorobku własnych autorskich koncepcji, a w jakim stopniu utrudniają mi podróże dysfunkcje wzroku. (…)
I potem zaczyna się kolejna część wykładu, uświadamiając czym jest tożsamość dypl. masażysty, jakie są wyzwania we współczesnej praktyce masażu, w pełnym spektrum, etc. I wiem, że to jest czas podarowany, z dobrym skutkiem, ale mam na myśli tych którzy wiedzą czego chcą w tej profesji, jak ważne są także drobne szczegóły, co do odpowiedzialność także za słowa, a także coraz bardziej odpowiednie relacje, dwustronne, etc. Temat rzeka. (…)
Ostatnio pojawiły się jednak nowe pytania. A jak pan załatwił wyjazdy że pan kontynuował nie tylko naukę zagranicą, ale też prowadzi czasem wykłady czy szkolenia? A czy zagraniczne szkolenia są dużo ciekawsze? Jaki jest tam rynek i szkoły, a metody?
- 1. Mam uczulenie na polski termin „załatwił”, choć może tu bardziej liczą się układy. Nie mam, nie wiem, nic nie załatwiałem, po prostu jeśli masz coś do zaoferowania, próbujesz i tyle. Opowiadam tylko o kilku sytuacjach, a potem idzie jak fala. 2. Szkoły zagranicą są o prostu inne, nie wiem czy lepsze, edukacja jest droga, najczęściej płaci beneficjent, nie tylko podatnik. Nie ma raczej programu technika masażysty, najczęściej są tzw. szkoły programowe, rzadko dwuletnie. 3. Jaki jest rynek? Ten faktyczny nieco inny, niż ten przedstawiany w mediach społecznościowych. Ale myślę że jest większa odpowiedzialność nie tylko za praktykę, ale i za słowo. Trzymanie się kwalifikacji i kompetencji, nieprzekraczanie, ale współpraca. A także uczestnictwo w autoryzowanych szkoleniach, jeśli chodzi o autorskie metody lub koncepcje, czyli jeśli wybierasz się na szkolenia, pytasz czy instruktor ma stosowne certyfikaty instruktorskie na prowadzenie szkolenia z danych koncepcji i powoływanie się na nazwy.
Natomiast jeśli sam deklarujesz jakieś autorskie techniki czy koncepcje, pytają wpierw o dorobek, jakieś publikacje, konkretne procedury, może książki, wykłady, etc. W tym przypadku jest akurat większe poszanowanie prawa ale też czyjegoś dorobku. (…)
Czy mogę porównać obecne szkoły? No nie bardzo, ponieważ wiem tylko jaki kiedyś poziom miała moja pierwsza szkoła, tyle że absolwent 1989, Medycznego Studium Zawodowego Wydziału Masażu Leczniczego dla Niewidomych w Krakowie. Tak się wtedy nazywała. Ale wiem, że doświadczenie z tamtej szkoły plus kilka lat pracy klinicznej, otworzyło mi drogę dalej.
Reasumując próbujcie, sprawdzajcie, warto.


Miałem sposobność kontynuować naukę, spotykać ludzi i prowadzić wykłady lub szkolenia, przede wszystkim w wielu miastach naszego kraju, piękne doświadczenia, ale także w: USA, Niemczech, Holandii, Danii, Włoszech, Francji, Grecji, etc. Serdeczna gościnność.
Natomiast nie mogę porównywać jak jest w obecnych szkołach, bywam tylko. Wiem jednak że my korzystaliśmy z nauki maksymalnie, z klinicznymi praktykami włącznie, z masowaniem po godzinach w sali masażu. Ale wpierw musiałeś się do takiej szkoły dostać! Dzisiaj jest galopujący marketing, po kilka szkół w każdym mieście, ale nie wiem czy takich jak wtedy.

To tak z obserwacji, nie chodzi o ocenianie, ale o docenianie tego co było nam dane, ale zwłaszcza co sami sobie wypracowaliśmy. Czego i wam szczerze życzę.
Pozdrawiam masażysta w drodze, do zobaczenia gdziekolwiek.
